Minęło trochę czasu.
Zaczęła zauważać jak rośniemy. Nie byliśmy już tak bezbronni jak kilka tygodni temu. Moto zaczęła rosnąć grzywa... śmiesznie wyglądał z tym kosmykiem na głowie! Co do Moto, polubiliśmy się. Bardzo. On był taki... inny. Uwielbiałam z nim spędzać czas. Ciekawiło mnie jednak to jak się tu znalazł, skąd przybył, co się stało z jego rodziną? Pewnego dnia zdobyłam się na odwagę zapytać go wprost i nie dać się zbyć.
Leżeliśmy na głazach i wylegiwaliśmy się na słońcu. Podniosłam głowę i spojrzałam na lwa. Miał zamknięte oczy, wyglądał na totalnie zrelaksowanego.
— Jak to właściwie jest z twoimi rodzicami? — spytałam bez ogródek. Lew otworzył ospałe oczy i nie podnosząc głowy, chwile niemo patrzył w dal.
— Urodziłem się na Rajskiej Ziemi... — wyznał, wbijając wzrok w ziemię. — W sumie powinienem się spowiadać przed twoim ojcem... od dawna o tym myślę.
— Nie rozumiem — zmarszczyłam brwi.
— Wiesz jak zginął twój wuj? — jego ton był tak złudnie spokojny. — Moja matka go zabiła. Tama. Potem została skazana na wygnanie. Muszę to powiedzieć twojemu ojcu... Ciągle się boje, że to się wyda. On mnie lubi, czuje się nieszczery...
Milczałam dłuższą chwilę, wpatrując się w przyjaciela. Nie wiedziałam jak zareagować. Tama jeszcze przed moimi narodzinami mieszkała na Cudownej Ziemi. Nienawidziła mojego ojca. Miesiącami planowała się go pozbyć. Nie udało się jej, ale zabiła brata mojego ojca. Lew zginął broniąc Angę, podczas koronacji. Nie wiedziałam, że owa Tama ma partnera i na dodatek dzieci.
— Ale ty nie jesteś taki jak ona... Ale z drugiej strony rozumiem, że nie chcesz tego ukrywać — odparłam w końcu. — Możemy iść razem do mojego ojca.
Moto uśmiechnął się słabo. Chwilę jeszcze leżeliśmy, planując cały przebieg rozmowy, aż w końcu ruszyliśmy na Cudowną Skałę. Żołądek podchodził mi do gardła. Nie wiem czy kiedykolwiek wcześniej byłam tak zestresowana. Zlokalizowaliśmy ojca. Moto ukłonił się grzecznie i zaczął spokojnie tłumaczyć. Po twarzy ojca już wiedziałam, że to był totalnie zły pomysł.
— Nie jestem jak ona... Wybrałem inną drogę... — odparł na koniec Moto.
Ojciec odszedł od nas na parę metrów i westchnął głęboko. Przeszedł mnie zimny dreszcz. Ta cisza była wręcz bolesna.
— Do wieczora masz czas, żeby opuścić królestwo. Możesz zabrać zapasy, wszystko co chcesz... Tylko po prostu odejdź... — głos króla był tak stanowczy, że wręcz zaczęłam się go bać.
Wszelkie błagania, płacz i histerie nie pomogły. Moto wieczorem musiał odejść. Nawet się nie pożegnał. Po rozmowie po prostu gdzieś zniknął, rozpłynął się. Nigdy więcej go nie zobaczyłam. Ojciec tłumaczył się jakimś kodeksem, przeczuciem, że Moto już ma namieszane w głowie, bo Tama była niezrównoważona i pewnie tak go wychowała. Nie rozumiałam go. Przecież uwielbiał go tak samo jak ja.
Noc spędziłam poza domem. Nad rankiem patrol lwic odnalazł mnie i przyprowadził do domu. Nie potrafiłam spojrzeć w oczy ojcu. Nie byłam zła... po prostu zawiedziona. Myślałam o tym wszystkim tak intensywnie, że powoli dla spokoju swojego ducha, zaczynałam uwierzyć w wersję, że Moto był zagrożeniem. Zbierałam się po tym prawie przez miesiąc. Całe dnie włóczyłam się sama, rzadko z kimś rozmawiałam, często nocowałam poza Cudowną Skałą.
Powoli wszystko wracało do normy. Nie zapominałam, ale uczyłam się z tym żyć. Niedługo miała odbyć się ceremonia pierwszego polowania. Nie miałam ochoty brać w tym udziału, a tym bardziej przygotowywać się. Nie czułam się już integralną częścią stada.
Pewnego dnia snułam się po sawannie z wzrokiem wbitym w ziemię. Myślami byłam daleko i nie kontrolowałam rzeczywistości wokół siebie. Nagle poczułam promieniujący ból głowy.
— Ałłłłł... Na Muhimu! — syknęłam. Uderzyłam czołem w kamień. Byłam tak zamyślona, że nie zauważyłam wielkiego głazu przed sobą.
Zza siebie usłyszałam śmiech. Nie był drwiący. Odwróciłam się i ujrzałam lwa w swoim wieku. Też zaczęłam chichotać, masując obolałą głowę. Nieznajomy podszedł i pomógł mi wstać.
— Często tak wpadasz na przypadkowe rzeczy? — zaśmiał się.
— Mam problemy z błędnikiem... Heh... Dzięki za pomoc — odparłam, chcąc już sobie iść. Jednak miałam wrażenie, że skądś znam tego lwa. Te zielone oczy były strasznie znajome...
-----------------------------------------------------------------------------------
Będę się się teraz starać pisać częściej na ile mogę. Teraz kilka pytań:
1.Czy decyzja Moto była dobra?
2.Uważasz ze Valentine postąpiła dobrze broniąc Moto?
3.Kim jest nowo poznany lew?
4.Czy Valentine przystąpi do ceremonii pierwszego polowania?

