Dopisek 2019 r | Tak, mam świadomość jak początkowe rozdziały są beznadziejne. Teraz w porównaniu z tym jest znacznie lepiej... Znaczy nie jest idealnie, ale... jest lepiej.
~Miśka z przyszłości
~Miśka z przyszłości
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Troska ojca nie znała granic. Na każdym kroku nas ograniczał: nie pozwalał nam oddalać się od Cudownej Ziemi bez swojej wiedzy, nie mogłyśmy same chodzić po sawannie, a majordomusi zawsze byli przy nas. Niesamowicie mnie to irytowało...
Dzisiaj nadszedł ten wyczekiwany dzień, który wytargowałam u ojca. Dziś mogłam zupełnie sama zwiedzić królestwo.
Dzisiaj nadszedł ten wyczekiwany dzień, który wytargowałam u ojca. Dziś mogłam zupełnie sama zwiedzić królestwo.
Wyszłam zadowolona z groty i zaczęłam biec przez siebie. Byłam tak szczęśliwa, że nie zważałam na wszystko wokół. Jedna przeszkoda wystarczyła, abym przekoziołkowała do przodu i upadła twarzą w piach. Podniosłam się i otrzepałam.
— A gdzie to się tak śpieszy nasza księżniczka? — zaśmiał się ojciec. To on podłożył mi łapę.
— Przecież obiecałeś... Mogę?... — spytałam, robiąc maślane oczy.
— No dobrze, ale weź ze sobą Iris — odparł król, widząc, jak mój entuzjazm gaśnie.
Skrzywiłam się. Nie chciałam iść z Iris. Ona jest taka... taka przepisowa. Może nawet za bardzo.
— Ale... — próbowałam jeszcze dyskutować, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
— Albo idziesz z nią, albo w ogóle — powiedział stanowczo ojciec.
Zgarbiłam się i przytaknęłam. Iris na pewno siedziała z mamą na skałkach pod Cudowną Skałką. Niechętnie się tam udałam.
— Iris? Idziesz ze mną? — spytałam, wymuszając uśmiech.
— A co się stało, że moja kochana siostrzyczka chce spędzać ze mną czas? — zaśmiała się.
— Idziesz czy nie? — burknęłam lekko wkurzona.
Siostra spojrzała na matkę, która skinęła głową i zeskoczyła z głazu. Gdy znalazła się u mojego boku, ruszyłyśmy na sawannę.
Podczas naszego krótkiego marszu Ir zdążyła użyć już chyba wszystkich możliwych pozytywnych epitetów odnośnie do Cudownej Ziemi. Przytakiwałam jej co jakiś czas, żeby nie wyjść na ignorantkę.
— Patrz, tam ktoś jest! — krzyknęła wesoło Iris, popychając mnie.
— Wow Iris... Zobaczyłaś lwy na Cudownej Ziemi, jestem z ciebie dumna — odparłam drwiąco.
— Chodź, idziemy się przywitać! — Nim zdążyłam zareagować, siostra chwyciła mnie za łapę i pociągnęła za sobą.
Nad wodopojem bawiły się dwie lwiczki w naszym wieku. Gdy tylko nas zobaczyły, zaprzestały harców i wbiły w nas dziwne spojrzenie.
— Jestem Valentine — przedstawiłam się.
— Mam na imię Tessa, a to moja siostra Luna — powiedziała niepewnie szara.
— Miło mi, ja jestem księżniczka Iris — wtrąciła się Ir, popychając mnie lekko.
Zdenerwowało mnie to. Panoszyła się, jakby była nie wiadomo kim.
— Pierwszy raz rozmawiam z księżniczkami... Jakie to uczycie być księżniczką? Pewnie mega... — zachwycała się Tessa.
— W zasadzie to nic niezwykłego... No chyba, że jesteś następczynią tronu — spojrzałam znacząco na Iris.
Bycie księżniczką nie dawało mi nic, oprócz tego, że wszyscy mnie znali. Znali nie znaczy, lubili.
— Bawimy się w coś? — spytała nagle Luna.
Wszyscy zgodnie przytaknęli i zaczęło się wybieranie zabawy. Każda z nas miała inną propozycję. Ostatecznie zdecydowałyśmy się na chowanego. Pierwsza szukała Iris. Uznałam, że najlepszą kryjówką będzie spróchniały w środku pień drzewa. Władowałam się do środka i czekałam z niecierpliwiona chyba ponad dziesięć minut. W końcu nie wytrzymałam i wyszłam. Chyba o mnie zapomniały.
Uświadomiłam sobie, że jestem bardzo blisko granicy z Zakazaną Ziemią. Zawsze byłam ciekawa czy naprawdę jest tak spustoszona, jak wszyscy mówią. Niewiele myśląc, ruszyłam w stronę granicy. Przez moment wydawało mi się, że ktoś za mną idzie. Zatrzymałam się. Usłyszałam szepty. Przestraszona zaczęłam biec, po chwili zatrzymałam się gwałtownie, a coś na mnie wpadło. Pisnęłam i przerażona zaczęłam uciekać. Nie zatrzymując się, odwróciłam głowę. To był Rang i Duma, nasi opiekunowie.
— Val!? Val?! Valentine!... Mówiłem, żebyś nie tupał jak słoń. Wystraszyłeś ją! — burknął wkurzony lis. Duma wzruszył ramionami.
— Śledzicie mnie? — spytałam z oburzeniem, wychodząc z ukrycia.
— Yyy... Księżniczka nie powinna sama włóczyć się po królestwie, a w szczególności przy granicy — odparł Rangi.
— Powiedzmy szczerze, jestem zwykłym lwem...
— Jesteś królewską córką — wtrącił się Duma, który dotychczas siedział cicho. — A królewską córkę obowiązują zasady.
— Dobra... Możecie już iść, sama wrócę, ok? — odparłam, uśmiechając się, a wręcz szczerząc do nich.
— O nie, nie moja droga! Wracasz z nami! — powiedział stanowczo lis.
Wiedziałam, że już się nie wykręcę. Kiwnęłam głową i posnułam się za nimi. Rang i Duma cały czas się kłócili i nie zwracali na mnie uwagi. Do głowy wpadł mi pomysł. Zaczęłam powoli zwalniać, a kiedy byłam już dostatecznie daleko, pobiegłam w stronę granicy. Zatrzymałam się przy rzeczce graniczącej. Przeszłam po kłodzie na drugą stronę. Usłyszałam szelest, a trawa naprzeciwko mnie się poruszyła. Z daleka było słychać krzyk Ranga i Dumy, pewnie zorientowali się, że mnie nie ma.
Zaczęłam powoli iść w głąb Zakazanej Ziemi. Wskoczyłam na głaz, by się rozejrzeć i wtedy dostrzegłam czającą się w trawie czarną lwicę. Przestraszona zaczęłam biec w kierunku granicy. Było ich więcej, biegli za mną przeraźliwie, warcząc. Lwica biegnąca na czele chciała na mnie skoczyć, atak odparł ojciec.
Fantastic, cudowna notka, na pewno będę czytać
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Cudnie się czytało :3 Świetna nocia ^^ Ciekawa jestem, kim była ta lwica i co się dalej stanie :o Nie mogę się doczekać kolejnej noci ^^
OdpowiedzUsuńPozdrowionka ^^
Ciekawe, trzymało w napięciu... jak yo uwielbiam. Po raz pierwszy chyba dwie królewskie siostry, a główną bohaterka nie zostanie królową. To się dla mnie liczyło, mimo że sama mam podobnego do rodzaju wymienionego wcześniej bloga. Valentine jest piękną lwicą :3
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ^^
Cud no Cud!
OdpowiedzUsuńMasz talent do pisania
OdpowiedzUsuńTo jest cudowne!